Recenzja filmu „Harry Potter i Insygnia Śmierci” - Jan Kortas (Jachu95), klasa 3g
Koniec jest już bliski
Na początku mojej recenzji warto wspomnieć, że jestem fanem książek o Harry’m Potterze. Wszystkie powieści przeczytałem paręnaście razy. Wiem, czego mogę się spodziewać, wiem, kiedy jestem zawiedziony beznadziejną ekranizacją. Teraz możemy przejść do sedna sprawy.
Wybierając się na najnowszą część przygód już niemłodego czarodzieja, byłem pełen obaw. Z przykrością piszę, że obawy się sprawdziły. David Yates, reżyser dwóch poprzednich części („Zakon Feniksa” i „Książę Półkrwi”) „sknocił” kolejną. Nie jest to już tak mocno widoczne, jak było przy poprzednich częściach (a koniecznie przy „Księciu Półkrwi”), jednak nadal coś tam nie pasuje. Bardzo dobrym, wręcz rewelacyjnym pomysłem było podzielenie tego na dwie części, jednak ze szczerością stwierdzam, że Yates nie nadaje się do reżyserowania takich filmów. Jest to chyba jedyna adaptacja filmowa Pottera, gdzie od początku do końca film ma tempo, dzięki czemu widz nie czuje się znudzony.. Film (jak i książka) głównie ucierpiał z powodu braku Hogwartu, tych paru postaci drugoplanowych, większej rozpiętości tego magicznego światu, który mogliśmy podziwiać w poprzednich książkach i filmach. Efekty specjalne również nie zadziwiają. Film początkowo miał być wyświetlany w 3D, jednak nie wiadomo dlaczego dystrybutorzy postanowili pokazać go w tradycyjnym 2D (jak dla mnie słuszny wybór). Ogromnym plusem są cudowne zdjęcia oraz wspaniała muzyka, która buduje mroczną atmosferę tej części. Gra aktorska jak zawsze niezbyt udana: Radcliffe sztywny, Grint sztywny, Watson sztywna, a to głównie na nich (zresztą jak zawsze) opiera się cały film. Niepotrzebne są również przydługie dialogi, które występują w tym filmie oraz pomysł z usunięciem pobocznych wątków z książki (myślałem, że skoro powieść jest podzielona na dwa filmy, to nic nie zostanie wycięte) i dodanie niektórych scen. Na szczęście nie byłem na wersji z dubbingiem, więc na jego temat się nie wypowiem.
Nie jest to najgorzej zekranizowana część, ale też nie należy ona do najlepszych. Jej koniec następuje w niefortunnym momencie, a widz po wyjściu z kina czuje się tak, jak by skończyła się już cała część, a nie była ona dopiero na półmetku. Rozczarowanie. To chyba wyraz, który opisuje całkowicie tę część. Jednak (przepraszam, że jeszcze raz o tym wspominam) zawinił Yates. Teraz pozostaje mi tylko czekać na ostatnią (niestety) część Harry’ego Pottera, a potem szczęśliwy oraz smutny z powodu rozstania się z bohaterem z dzieciństwa, mogę klęknąć przed J.K. Rowling i podziękować jej za wspaniały świat, który wykreowała oraz za jej wyobraźnię.
Recenzja filmu „Street dance 3D” - Justyna Haftka, klasa IId
Film „Street dance 3D” trafił do polskich kin 24 września. Można go zobaczyć w trybie 3D, więc oprócz zwykłych scen obejrzeć też towarzyszące im efekty trójwymiarowe. Jest to nakręcony z humorem melodramat muzyczny.
Opowiada historię brytyjskich, ulicznych tancerzy, krórych życiowym celem i szansą jest wzięcie udziału w mistrzostwach Street dance. Taniec jest spełnieniem ich marzeń, pasją i całym życiem. Z powodu braku miejsca do treningów muszą korzystać z sali pobliskiej szkoły tańca i dzielić ją z… tancerzami baletu. Ich światy i środowiska są tak uderzająco różne, że początkowo nie udaje im się stworzyć jednej drużyny. Jednak obie grupy mają ten sam cel i z podobnym uporem pragną go zrealizować, czemu więc nie mogliby tego zrobić razem? Próbują znaleźć sposób, by połączyć siły i wygrać konkurs. Główną bohaterką filmu jest Carla, młoda tancerka Street dance, zakochana w Jay’u. Po jego tajemniczym odejściu to ona zostaje szefem całej grupy tancerzy i musi przygotować ich do występu. Tymczasem zaczyna wątpić w swoją charyzmę i nie może się pozbierać po stracie Jay’a. Lecz wkrótce na jej drodze pojawia się ktoś inny…
Film wyreżyserowali wspólnie Max Giwa i Dania Pasqini. Carlę, jedną z najważniejszych postaci, zagrała Nichola Burley. W produkcji wzięli też udział między innymi Charlotte Rampling, Richard Wilson, Eleanor Bron i Rachel McDowall. W rolach głównych wystąpili również finaliści brytyjskiej edycji You can dance i Mam talent.
Taniec w filmie „Street dance 3D” wydaje mi się oryginalny, ponieważ jest mieszanką wielu stylów, na pozór sprzecznych ze sobą, na przykład baletu i tytułowego Street dance. To dosyć interesujące. Dużym plusem jest również ścieżka dźwiękowa. Ma żywiołowy, chwilami porywający charakter i pasuje do wydarzeń. Nie zaskoczyła mnie natomiast fabuła filmu. Większość wydarzeń i zakończenie można było przewidzieć już wcześniej. Efekty 3D urozmaicają akcję.
Film przedstawia codzienne życie i problemy młodych ludzi takie jak: zdrada, dążenie do celu, akceptowanie innych, brak pieniędzy i kształtowanie dorosłego życia, które nie zawsze jest takie proste, jak w wyobrażeniach. Pokazuje też mnóstwo zabawnych epizodów z ich codzienności. Według mnie, film nadaje się idealnie do oglądnięcia w szary, jesienny wieczór.

